LRQA Polska - Measure the differenceLRQA Polska - Measure the difference


Wiadomości

Aconcagua zdobyta!

03/03/2010

LRQA na szczycie świata

Udało się!

Wojtek i Michał 11 lutego 2010 zdobyli szczyt Aconcaugua.

Serdeczne gratulacje.

Poniżej relacja Michała.

Nasza wyprawa na poważnie rozpoczęła się w Los Penitentes, miejscowości położonej na wysokości 2700 m n.p.m, w której rozpoczęliśmy aklimatyzację. W Andy dotarliśmy bez większych przeszkód, pomijając wypadek autobusu, którym jechaliśmy  z Buenos Aires do Mendozy. Nasz autobus zderzył się z ciężarówką, co mogło się dla nas źle skończyć, bo zbiła się przednia szyba  i pospadały na nas kawałki szkła. Na szczęście skończyło się na drobnych skaleczeniach i po zmianie autobusu nasza podróż odbywała się bez przeszkód

Po przybyciu do Los Penitentes zrobiliśmy kilka wycieczek aklimatyzacyjnych i zasięgnęliśmy języka w kwestii pogody na szczycie. Niestety od ekip schodzących z góry dochodziły nieciekawe informacje. Od dłuższego czasu pogoda była bardzo kapryśna i w styczniu mało komu udało  się wejść na szczyt.

Na trasę wyruszyliśmy 1 lutego z lekkimi (około 15 kilogramowymi) plecakami. Resztę bagażu (60 kilogramów) – głownie jedzenie i paliwo, a także ciężki sprzęt – buty wysokogórskie (tzw skorupy), raki, namiot „nadaliśmy” na muła. Po trzech dniach wędrówki w palącym słońcu i porywistym wietrze dolinami Vacas i Relinchos dotarliśmy do bazy pod Aconcagua – „Plaza Argentina”, położonej na wysokości około 4200 m n.p.m.

Od tego momentu rozpoczęła się nasza akcja górska, polegająca na stopniowym zdobywaniu wysokości, wnoszeniu do góry tzw. depozytów i zakładaniu obozów. Polega to na tym, że najpierw wnosi się do obozu część sprzętu i wraca na noc niżej, a kolejnego dnia przenosi obóz w miejsce, gdzie trafił depozyt. Tego typu działanie ułatwia aklimatyzacje i pozwala zachować siły na atak szczytowy. Pierwszy obóz – tzw. „Campo 1 Polaco” znajduje się na wysokości około 5000 m n.p.m, a drugi  „Campo 2 Polaco” na wysokości 5800 m n.p.m.

Największą trudność podczas podejścia sprawiały nam Penitenty, czyli skupiska lodowych stożków, przez które trzeba się było przedzierać, co było bardzo męczące.

Wraz z wysokością tempo naszego  podejścia stawało się  coraz wolniejsze w związku z coraz mniejszą zawartością tlenu w powietrzu. Przykładowo, na wysokości 4800 m n.p.m,. ciśnienie wynosi średnio 500 hPa, czyli połowę tego co na poziomie morza.   Na szczęście nie odczuliśmy  poważniejszych objawów choroby wysokościowej. Jedyne co nam dokuczało to bóle głowy i brak apetytu. Zakładając nowe obozy zmagaliśmy się ze zmienną pogodą – wiał porywisty wiatr, który chwilami zwalał z nóg, padał śnieg. Wiedzieliśmy jednak, że prognozy są dobre, pogoda ma się ustabilizować i w dniu ataku szczytowego powinno być ładnie.

Do ataku szczytowego przystąpiliśmy 11 lutego o 5 rano. Pierwsze 2 godziny zajęło nam dotarcie do Rocas Blancas, gdzie łączy się szlak z doliny Relinchos, ze szlakiem z doliny Horcones (tzw. drogą normalną, którą wchodzi 70% osób atakujących szczyt). Początkowo mieliśmy pewne trudności z obraniem właściwego kierunku w związku z kompletnymi ciemnościami i brakiem ścieżki. Na szczęście około  7 zaczęło świtać, zrobiło się trochę cieplej i szło się zdecydowanie łatwiej. Podejście nie było bardzo trudne techniczne, cały szlak wiódł ścieżką po zmrożonym śniegu. Największym problemem byłą walka ze zmęczeniem, spowodowanym bardzo dużą wysokością. W tych warunkach każdy krok był ogromnym  wysiłkiem, do którego trzeba się było motywować, bo nogi były jak z waty. Pod koniec nie udawało się zrobić więcej niż kilka kroków pod rząd. Na szczycie Aconcagua na wysokości 6962 m. n p m stanęliśmy o około godziny 16. Prognozy się sprawdziły – świeciło słońce i nie było wiatru – pogoda była idealna, ze szczytu rozpościerał się wspaniały widok na wszystkie strony świata.

W związku z późną godziną i nasilającym się zmęczeniem zdecydowaliśmy o szybkim zejściu na dół.. Wyczerpani dotarliśmy do obozu około 20:30 już po zachodzie słońca.

Droga powrotna do wyjścia z doliny Vacas – około 50 km zajęła nam trzy dni i zabrała nam resztki sił. Pozostała satysfakcja z osiągnięcia celu – czyli zdobycia góry, a także wspaniałe wspomnienia zarówno zapierających dech w piersiach widoków jak  i wspaniałych ludzi spotkanych po drodze na szczyt.

Załączamy kilka zdjęć z wyprawy. Więcej można znaleźć w galerii Wojtka Zwierzyńskiego.

004Aconcagua z doliny Relinchos - zbliżenie

010Przechodzenie przez pole penitentów przed pierwszym obozem

013W drodze do obozu II w tle Ameghino 5883 m n.p.m.

019W obozie II